x

Archiwa

x

Tagi

Foto Post30

30 post Janiny Michałowej. Słynna „Zapiekanka Michałowej” z imprezy wódką zakrapianej…

02-06-2015

Obiecałam dokończyć historię przepisu mojej zapiekanki i obiecałam przepis. Słowa dotrzymuję. Zapraszam do lektury.

Kilkanaście lat temu Wacek wchodzi do domu, za nim koledzy i mówi. Janina, nie gniewaj się. Wolę kolegów zaprosić do domu, niż kryć się przed Tobą. Siądziemy, wypijemy wódkeczkę i pogadamy, a Ty nie będziesz się o mnie musiała martwić. Myślę, chytry lis, mówi to co chce usłyszeć. Co miałam odpowiedzieć? Że się nie zgadzam? Wyszło by, że zatem pozwalam na to, by poszedł gdzieś z chłopami pić „pod chmurkę”.

Mówię: siadajcie, tylko proszę mi bałaganu nie narobić! I proszę buty zdjąć, bo dziś świeżo odkurzałam i pastowałam podłogi! Wacek, idź po kieliszki, ja Wam usługiwać nie będę! Poszli do pokoju, ja w kuchni, zła jak osa, ale po 20 minutach myślę sobie. No tak, mają kieliszki, wódkę i kompot. W godzinę się zaprawią i będę miała w domu hotel, nie spotkanie towarzyskie. Uśmiechnęłam się, weszłam do pokoju i mówię. Wacek, a Ty to taki nieuprzejmy dla kolegów jesteś! A dlaczego nie ma nic do jedzenia, jak to – zapraszasz kolegów, a nie gościsz jak należy? ( nie dając mu dość do słowa, mówię dalej ) Panowie, proszę, abyście teraz posiedzieli, pogadali, ale tempo picia proszę zwolnić, no chyba, że mam nic pysznego nie gotować? ( nieskromnie powiem, że jak gotuję wiedzą wszyscy we wiosce, więc im tylko jęzory na wierzch wyszły i przytakują ) Tak Pani Janino, poczekamy i dziękujemy.

Gdybyście widzieli minę Wacka. Ja ledwo powstrzymałam złość i powagę na twarzy, w środku aż mało nie wybuchłam ze śmiechu. Ale wróciłam do kuchni, myślę sobie. Ja Wam dam. Ja Wam nagotuję. A co – byle co pijecie, to byle co zjecie. Miałam przygotowane na obiad obrane ziemniaki. Otwieram lodówkę. Ser żółty i śmietana. Myślę myślę. Patrzę, czosnek. No i plan mam chytry: Słono, czosnkowo, a niech im się pić chce i żeby oddech mieli taki piękny czosnkowy, aby im żony dały popalić. Piekarnik nastawiłam na 200 stopni i żeby się zbytnio nie namęczyć, a i spełnić mój chytry plan, poszłam zupełnie na łatwiznę. Ziemniaki pokroiłam cienko. Ułożyłam w misie żaroodpornej jeden na drugim tworząc warstwy. Do tego wyjęłam śmietanę, wlałam do kubka, wycisnęłam 7 ząbków czosnku i dałam sporą łyżeczkę soli. Wszystko to zmiksowałam robotem, aby spienić śmietanę. ( Zapomniała bym, śmietanę jeżeli nie macie swojej, musicie kupić 30%, minimum pół litra ) Chwila miksowania, i wszystko wylądowało na ziemniakach, zalewając je prawie całkowicie. Próbuję co mi wyszło. Aż mnie skręciło. Sama sól i czosnek. Wrzuciłam do piekarnika na 40 minut. Pięknie zaczęło to pracować, dusić się, bulgotać. Po 40 minutach wyłożyłam, ten ser żółty co miałam starłam i posypałam na wierzch, żeby się zapiekł. Nie myślą, że jest „na bogato”. 15 minut, wyjęłam, podałam, wyszłam z pokoju. Myślę sobie, a teraz cierpcie!

Po 10 minutach otwierają się drzwi w kuchni. Wchodzi Wacek, wchodzą jego koledzy i pytają się, co to jest co im podałam? Ja udaję głupią, mówię: No co, nie smakowało może? A Wacek pada na kolana i mówi: Kochanie, tak dobrego dania już dawno nie jedliśmy. Jak tyś to zrobiła? Jego koledzy to samo. Udałam głupią i mówię, Wacek, Wacek, ciesz się, że ja Cię tak kocham, a co to jest to moja słodka tajemnica. Jak Wam smakuje, to się cieszę. A teraz zmykać mi, bo jeszcze Wam robię drugą niespodziankę. Zdębieli. ( ja w myślach też zdębiałam, bo wcale nic im nie robiłam, ale tak mnie zachwalali z tą zapiekanką, że musiałam grać rolę dobrej i kochającej żony dalej ). Na szczęście w poczekalni stał w ziemiance cały kurczak natarty od wczoraj marynatą. W co lepszego do wódki, słonego i z czosnkiem, jak nie delikatne, ciepłe i pachnące mięso kurczaka z butelki? No właśnie….

Ten wieczór był wyjątkowy z wielu powodów. Po pierwsze pierwszy raz się zdarzyło, że wszyscy uznali na końcu, że absolutnie nikt z nich nie jest pijany i to zasługa jedzenia. ( oczywiście każdy z nich miał nieźle „w czubie” ale fakt, wyglądali, mówili i przede wszystkim poruszali się lepiej i o własnych siłach, a to znaczna różnica od normy po ich spotkaniach ). Po drugie powstała prosta, ale za razem przepyszna zapiekanka. ( sama jej spróbowałam i wiecie co, czuć sól, czuć czosnek, jednak bez przesady. Ziemniaki zrobiły swoje, a kremówka-śmietana dopełniła czarów i bukiet smaku jest po prostu niebywale bogaty i zaskakujący ). Po trzecie, nigdy wcześniej Wacek nie szedł do sklepu aż dwa razy w ciągu spotkania, aby uzupełniać zapasy. Nie przyznam się, ile butelek oni do tej mojej zapiekanki wypili, ale powiem tylko tyle, że na drugi dzień Wackowi mało nie wyskoczyły oczy, jak zobaczył puste butelki. Dostałam też piękne kwiaty i ranek też był piękny. A wiecie dlaczego? Bo Wacka nie dopadł kac. Wstał jak by nigdy nic.

Przepis na kurczaka z butli niebawem. Jeżeli starczy mi siły, to dam go dziś.

Wasza
Janina Michałowa.

Kategoria: Przepisy
Janina Michałowa. https://www.facebook.com/kuchniamichalowej kontakt@kuchnia-michalowej.pl